Nasza przygoda z nocnikowaniem zaczęła się bardzo wcześnie. Podstawą była obserwacja dziecka i jego wypróżnień. Gdy więc Kinga miała 8 miesięcy i zaczęła pewnie siedzieć, wysadzałam ją na kupkę, którą robiła zawsze po obiedzie - łatwa sprawa.
Z całkowitym odpieluchowaniem zmierzyłyśmy się w wieku około półtora roku. Pierwsze trzy, może cztery dni polegały na częstym pytaniu jej, czy może nie chce się załatwić. Nocnik stał "na widoku" a przy każdej, udanej próbie skakałam ze szczęścia, biłam brawo, "podrzucałam" ją do góry i ogólnie panowała wielka radość.
Przy nieudanych próbach nie krzyczałam itd. Po prostu mówiła, że trudno, że następnym razem będzie sukces, że teraz nie bijemy brawa bo majtki są mokre.
Poza tym Kinga bardzo lubiła Dobranocny Ogród. Kupiłam więc majtki z bohaterami jej ulubionej bajki i powtarzałam, że np Maka Paka nie lubi być osiusiana i płacze, gdy jest jej mokro, więc dobrze byłoby, żeby Kinga jej nie osiusiała.
Po paru dniach pieluszka na dzień nie była już potrzebna.
Jak dla mnie każde dziecko jest jednak inne. Trzeba nauczyć je zachowania czystości, ale nie można robić tego na siłę. Zmuszanie i nakłanianie może dać tylko odwrotne skutki.
Jak dla mnie trzeba poobserwować dziecko, przemyśleć co lubi, czego byłoby jej żal gdyby nasikała w majty. Może wytłumaczenie, że gdy przestanie sisiać w pieluchę, zaoszczędzone pieniądze można będzie przeznaczyć na...nie wiem zabawkę, książeczkę, basen itd.
Nie raz egzamin zdaje pokazanie, że mama robi sisiu na ubikację więc może dziecko dostanie np nakładkę na sedes i będzie robiła si jak dorosła mama? (wiadomo, że dzieci lubią obserwować i naśladować rodziców).
Życzę powodzenia.